Czy wynalazek jest innowacją?

2019-01-15

Czy wynalazek jest innowacją?

Wynalazczość techniczna jest uważana przez tradycyjne umysły za jedyne, uprawnione źródło innowacji. Polskie instytucje rozdzielające fundusze wspierające innowacyjność uczyniły z wniosku patentowego i patentu obowiązkowe legitymacje otwierające drzwi do pieniędzy.

Wynalazczość techniczna jest uważana przez tradycyjne umysły za jedyne, uprawnione źródło innowacji. Polskie instytucje rozdzielające fundusze wspierające innowacyjność uczyniły z wniosku patentowego i patentu obowiązkowe legitymacje otwierające drzwi do pieniędzy.

Od pewnego czasu zwraca się jednak uwagę, że na miano innowacji zasługuje jedynie udany mariaż nowatorskiej idei z jej przekształceniem w produkt pożądany przez rynek – czyli komercjalizacją. To proste równanie (idea + komercjalizacja = innowacja) oddaje cały sens procesu narodzin innowacji.

Celowo mówimy w równaniu o idei, a nie o wynalazku z certyfikatem w postaci patentu. Od ponad dekady projektowanie nowych, innowacyjnych produktów to proces oderwany od tradycyjnej wynalazczości. Docenia się też innowacje procesowe i organizacyjne, które nie kreują nowych produktów, ale pozwalają uzyskać wyższą efektywność ich wytwarzania. Połowa przedsiębiorstw w Europie stawia na innowacje, ale jedynie jedna czwarta przyznaje się do innowacji produktowych.

Ekstremalnym przykładem są tak zwane „odwrócone innowacje”, gdzie potrzeba użytkownika nakazuje odzierać produkt z wyrafinowanej techniki, by mógł być użytecznym w zupełnie innym otoczeniu rynkowym niż dotychczas. W krajach trzeciego świata możemy spotkać się z takimi innowacyjnymi produktami, jak wózki inwalidzkie, czy inkubatory dla niemowląt, które da się używać w spartańskich, terenowych warunkach. Gdzie nie ma elektryczności i równych chodników. Gdzie koszt wytworzenia takiego produktu musi być frakcją ceny płaconej przez zamożnych tego świata za „wypasioną” wersję.

Koncentrując się na wyrafinowaniu technicznym możemy zgubić cały ogrom innowacyjności o innym charakterze i nadal nie zarobić na tym ani grosza. Nie każdy, autentyczny wynalazek się komercjalizuje. Patent może i jest przepustką do pieniędzy, ale nie jest gwarantem powodzenia na rynku. Na to też istnieją liczne przykłady.

U podstaw idei z naszego równania stoi zatem szeroko rozumiana kreatywność, niekoniecznie nadająca się do certyfikacji w postaci patentu. Tej kreatywności uczą czołowe uniwersytety pierwszego świata. Warto skorzystać z linku extreme@dschool.stanford.edu, by zobaczyć, jak to działa. Nie traktujmy tego jako ekstrawagancję zamożnych, którym gryzące sumienie nakazuje zrobić coś użytecznego dla ubogich, żyjących w trzecim świecie. Oni na własny użytek ćwiczą oryginalne procesy myślowe na peryferiach świata, które pozwolą im podejmować wyzwania w ich bogatych krajach.

Kluczem do sukcesu jest komercjalizacja nowatorskiej idei, niekoniecznie będącej wynalazkiem. Dlaczego nowe biznesy umierają? Badania wskazują, że w ponad połowie przypadków winę za to ponosi brak produktu, który miałby rynkowy potencjał. Nie udało się przetworzyć wynalazku, czy też idei, na produkt użyteczny dla klienta. Porażka jest szczególnie bolesna właśnie dla twórców technicznych wynalazków. Utwierdzeni w przekonaniu, że dysponują czymś unikalnym, wpadają w myślenie tunelowe. Uznają, że to się musi sprzedać. Niestety, każda nowatorska idea musi nie tyle przejść test urzędu patentowego, co test rynku.

W ostatnich latach pojawiło się wiele narzędzi biznesowych pozwalających ułatwić, przyśpieszyć i obniżyć koszty testów rynkowych. Komercjalizacja przestaje być pobożnym życzeniem niezamożnego start-upowca, który nie wynajmie do pomocy drogich agencji marketingowych. Sukces rynkowy nie musi zależeć od milionów wydanych na badania rynkowe i reklamę.

Na samym początku drogi testowej innowator musi się upewnić co do trzech spraw, by nie wpaść w pułapkę nieudanej komercjalizacji, która pochłonęła połowę jego poprzedników. Czy jego idea odnosi się do istotnego problemu potencjalnego klienta, czy jest to pilna (paląca) sprawa oraz czy występuje w masowej skali? Potencjalni klienci niechętnie zajmują się sprawami dla nich drugorzędnymi. Z negatywną odpowiedzią w kwestii istotności problemu, który rozwiązujecie swojemu klientowi, możecie nie dostać się ze swoją ofertą przed jego oblicze. Jeśli problem klienta nie drażni go specjalnie i nie domaga się pilnego, alternatywnego rozwiązania, które właśnie opracowaliście – potencjalny nabywca nie umieści Was w budżecie swoich zakupów. Jeśli zidentyfikowana przez Was szansa na zarobienie pieniędzy dotyczy wąskiej grupy klientów – problemem będzie skala wytwarzania i przychodów.

Chcesz się włączyć do dyskusji? Podziel się swoimi uwagami. Nikt z nas nie wie wszystkiego, a razem zawsze wiemy więcej!

Jeśli sygnalizowany w materiale problem spotka się z Waszą aprobatą, powrócimy do niego, sugerując się Waszymi wskazówkami.

Jeśli potrzebujesz od nas czegoś więcej, niż tylko inspiracji i ogólnych wskazówek, spotkajmy się!

Autor: Jarosław Szewczyk

 

  Jarosław na LinkedIn