“Gemba”, czyli “miejsce pracy”

2019-05-09

“Gemba”, czyli “miejsce pracy”

Bez autentycznego „wejścia w buty” potencjalnych klientów nie ma współczesnego projektowania rozwiązań dla nich.

Ostatnio zespół projektowy RCIiT pojechał do kopalni i zjechał na sam jej dół, aż do znajdującego się kilometr pod ziemią przodka. Wyjazd jest związany z jednym z naszych projektów i rozwiązań dla górnictwa.
Już jako sama wycieczka byłaby to impreza na wskroś atrakcyjna. Jednak wyjazd służył czemuś, co w Design Thinking nazywa się empatyzacją, a narzędziem poznawczym dla jej przeprowadzenia jest tzw. kompetentna obserwacja. Przyjdzie zatem o niej napisać w niedalekiej przyszłości. Zacznijmy jednak od „gemby” i jej związku z naszymi podróżami.


W systemie zarządzania Toyoty jedną z żelaznych reguł jest właśnie „gemba” – obowiązek kadry zarządzającej i nadzorującej bycia „na hali” i tam rozpoznawania przyczyn problemów, które należy rozwiązać. Wiedzy o produkcji nie kończą zatem raporty, tabele i relacje osób, które tam się znajdują z codziennego obowiązku: operatorów maszyn, pracowników fizycznych, brygadzistów, itp. Trzeba być w „miejscu pracy”, by móc zabrać kompetentny głos na temat istoty problemów i sposobu ich rozwiązania. Zejść tam, jak my zeszliśmy na dno kopalni.


Mamy na co dzień w mediach przed oczyma całe plejady „ekspertów”, którzy swoją wiedzę o świecie, który komentują, czerpią z bibliotek i przekazów. Sami rzadko, jeśli wcale, „zanurzają się” (kolejne określenie z Design Thinking) w materii rzeczy, o których następnie pragną się kompetentnie wypowiadać.


„Gemba” jest „zanurzeniem”, empatyzacją, która pozwala na pełny ogląd problemu i znalezienie optymalnych rozwiązań. Przykład z mojej historii – powtarzające się, słabe wyniki sanitacji maszyn i urządzeń w pewnym zakładzie produkcji spożywczej. Z piętra nadzoru wszystko wyglądało koszernie: szczegółowe instrukcje, zapisy jakościowe, zasady organizacji zmiany myjącej. Trzeba jednak było się na nią wybrać i zobaczyć jej przebieg. Wściekłego faceta z narzędziem myjącym cieknącym na wszystkie strony i zalewającym pianą i wodą bardziej niego samego, niż urządzenie, które miało być umyte. Ten człowiek myślał bardziej o tym, by nie zostać przemoczonym przy okazji czynności które wykonywał, niż o jakości wykonania samych czynności. Po „gembie” było jasne, że trzeba dodatkowo zadbać o stan narzędzi do sanitacji, a także odzież i środki ochrony (przyłbice, gogle, nieprzemakalne kombinezony) dla ludzi, by nic nie odwracało ich uwagi od starannego umycia urządzeń produkcyjnych wytwarzających żywność.


Efektem naszej „gemby”, czy też empatyzacji, czy może „zanurzenia” w czeluście kopalniane, będzie optymalne rozwiązanie problemu, za który się zabraliśmy. Dla ciężko pracujących na dole ludzi, z którymi trzeba się spotkać i poznać ich pracę. Po to, by wartość naszej pracy dla nich była jak największa.

 

Autor: Jarosław Szewczyk

 

 

  Jarosław na LinkedIn